Zamek, burza i tańce do końca.
Jezioro Garda potrafi być spektakularne — ale tego dnia przeszło samo siebie. Kinga i Grzegorz wybrali monumentalny zamek nad wodą jako scenerię swojego ślubu cywilnego w plenerze i trudno było o bardziej filmowy początek tej historii. Kamienne mury, jezioro w tle i oni — uśmiechnięci, zakochani i totalnie na luzie.
Chwilę później wsiedliśmy na statek. Pizza, prosecco i jezioro, które przez moment wyglądało jak z pocztówki… aż nagle niebo postanowiło zmienić scenariusz. Rozpętała się burza — wiatr, deszcz i fale zrobiły swoje, ale nikomu to nie odebrało humoru. Wręcz przeciwnie. Wszyscy powtarzali włoskie powiedzenie: „Sposa bagnata, sposa fortunata” — mokra panna młoda to szczęśliwa panna młoda. I coś nam mówi, że mieli rację. A co więcej — całą trasę na to niezwykłe wydarzenie pokonała z nimi ich wierna, puchata kotka Megi . Tak, ślub we Włoszech z kotem na pokładzie. Brzmi jak plan idealny. Na koniec przyszła pora na kameralne przyjęcie w restauracji dla najbliższych. I wtedy zaczęły się tańce — radosne, spontaniczne, bez harmonogramu i bez oglądania się na zegarek. Było głośno, było wesoło i bardzo, bardzo prawdziwie. My naprawdę uwielbiamy włoskie śluby — ich intymność, swobodę i ten luz, który hipnotyzuje . A Kinga i Grzegorz tylko utwierdzili nas w przekonaniu, że Włochy + miłość + odrobina chaosu pogodowego to przepis na dzień idealny. Italia. Garda. Miłość.
















































Social